Doktor Dolittle. Opowieści zwierząt - Teatr Lalka
Doktor Dolittle. Opowieści zwierząt
Czas trwania: 70 minut (bez przerwy)
Premiera: 10 October 2026
Premiera: 10 October 2026
Pełna humoru i czułości historia o tym, że świat mówi do nas wieloma głosami - trzeba tylko nauczyć się ich słuchać
W Pałacu Kultury i Nauki odbędzie się niecodzienne wydarzenie. Na scenie pojawi się znany z powieści, filmów i relacji sam Doktor Dolittle. Towarzyszyć mu będzie międzygatunkowa wędrowna trupa jego oddanych przyjaciół: papuga Polinezja, Pies Jip, Kaczka Dab-Dab, Świnia Geb-Geb, Małpa Czi-Czi, Mysz oraz magiczna istota Pushmi Pullyu - prawnuk ostatniego jednorożca, dla przyjaciół: Pu-Pu. Razem z nimi zajrzymy do świata zwierzęcych historii w których to, co znane, nagle okaże się zupełnie nowe.
Doktor Dolittle potrafił rozmawiać ze zwierzętami, ale może ta umiejętność nie jest zarezerwowana tylko dla niego? Może każdy z nas jest w stanie nauczyć się rozumieć tych, którzy mówią w inny sposób? „Doktor Dolittle. Opowieści zwierząt” to historia o słuchaniu, komunikacji oraz o tym, że zrozumienie innej istoty wymaga otwarcia się na słuchanie oraz wysłuchanie.
Spektakl w reżyserii Magdaleny Miklasz, według tekstu Doroty Kowalkowskiej na podstawie kultowej powieści Hugh Loftinga, ze scenografią Ewy Woźniak, zaprasza widzów do świata, który z czułością przygląda się relacjom między ludźmi i zwierzętami.
Na skróty: zwierzęta, humor, komunikacja, przyjaźń, słuchanie, rodzina, współpraca
Miesięcznik Teatr
Zwierzęta w warszawskim Doktorze Dolittle potrafią opowiadać. Muszą przełamać swój strach czy nieśmiałość, ale ostatecznie okazują się narratorami doskonałymi.
Doktor Dolittle się spóźnia. Już powinien być, ale wciąż go nie ma. Zdezorientowane zwierzęta wypatrują go ze sceny. Zaczynać bez niego czy nie zaczynać? W końcu decydują, żeby zacząć. Przecież dzieci nie mogą dłużej czekać.
To podstawowy narracyjny pomysł Doktora Dolittle w nowej wersji zrealizowanej w warszawskim Teatrze Lalka (dramaturgia Dorota Kowalkowska). Doktor nie przyszedł, więc zwierzęta muszą same podjąć trud opowieści o przygodach, które im się przydarzyły. Całość rozgrywa się w retrospekcji (to trudne słowo zostaje w pewnym momencie prosto objaśnione młodym widzom). W efekcie całość przeobraża się w nienachalną propozycję refleksji nad tym, jak uporządkować sobie niełatwą przeszłość (np. kiedy w tej przeszłości są i choroby, i spotkanie ze złym człowiekiem). Opowiadać, omijając trudne szczegóły, czy jednak szukać dla nich jakiegoś wyrazu na scenie? Oczywiście nikt tutaj nie używa pojęcia „retraumatyzacja”, ale spektakl wyraźnie chce zająć stanowisko w kwestiach kojarzonych z tym terminem – bardzo przecież obecnych w aktualnym myśleniu o praktyce teatralnej. I sugeruje niedwuznacznie: życie przeżywa się – nawet w najtrudniejszych momentach – po części po to, by potem o nich nie zapomnieć. I umieć o nich opowiedzieć.
A zwierzęta wykreowane przez ekipę dowodzoną przez Magdalenę Miklasz potrafią opowiadać. To znaczy muszą przełamać swój strach czy nieśmiałość, jednak ostatecznie okazują się narratorami doskonałymi: bardzo plastycznymi, ujmującymi, często wzruszającymi. Pomagają w tym znakomite kostiumy i maski (Ewa Woźniak), ale główna wartość tego spektaklu to świetna gra aktorska całego zespołu. Oglądam go od jakiegoś czasu regularnie, zdarzają mu się występy znakomite (np. we wciąż bardzo popularnych Dzieciach z Bullerbyn), ale w tym przypadku przechodzi on sam siebie. Warto wymienić wszystkich występujących: Nikola Czerniecka, Grzegorz Feluś, Bartosz Krawczyk, Anna Porusiło-Dużyńska, Wojciech Słupiński, Jan Stasiczak, Jakub Tofil. Ich gra jest gęsta od pomysłów, niekiedy drobnych, ale tym szlachetniejszych. Co najważniejsza, to gra zespołowa, zbudowana na uwadze względem partnerów, czasem osuwająca się w indywidualny popis (jak go uniknąć, gdy ma się do zagrania nieśmiałą myszkę albo ekscentryczną papugę?), ale bez żadnych szkód dla całości.
Jakość przedstawienia wynika w znacznym stopniu z faktu, że jest – by tak rzec – analogowe. Nie ma tu – bardzo modnych obecnie w teatrze dla dzieci – projekcji wideo. Zastępują je kolorowe przeźrocza wyświetlane z rzutnika wyciągniętego chyba z jakiegoś szkolnego magazynu. Kiedy pojawiają się piosenki, aktorzy śpiewają albo a cappella, albo z towarzyszeniem banjo. Żadnych zsynchronizowanych układów tanecznych rodem z teledysków, żadnych nawiązań do hip-hopu.
Ktoś mógłby powiedzieć: „teatr na macie do jogi” w wersji dla dzieci. Trochę tak. Kiedy oglądałem Doktora Dolittle, przypominała mi się dawna Fantazja Anny Karasińskiej z TR Warszawa. I tu, i tam tym, co faktycznie pokazywano, był akt opowieści, stwarzania świata przy bardzo skromnych zasobach, odsłanianie magicznych wręcz zdolności teatru w przywoływaniu, a może nawet bardziej powoływaniu rzeczywistości. Początkowe sekwencje Doktora to po prostu opowieść o tym, co się kiedyś przydarzyło: aktorzy stoją na wprost publiczności i mówią, licząc, że opowiadanie uruchomi wyobraźnię. Ryzykowne założenie, zwłaszcza we współczesnym teatrze dla dzieci – które wychowane już na innych przekazach, innych modelach narracji z zasady oczekują widowiskowych atrakcji. Dolittle ostatecznie daje trochę takich atrakcji, szczególnie w finale, w którym pojawiają się i zagubiony doktor, i fantazyjny stwór Pushmi Pullyu. Ale nie o efekty w tym idzie, tylko o frajdę, która rodzi się, kiedy przed naszymi oczami pojawia się coś, co jeszcze przed chwilą było nie do wyobrażenia.
Nie widziałem od lat żadnego spektaklu wyreżyserowanego przez Magdalenę Miklasz. Po premierze Doktora Dolittle podejrzewam, że mogło ominąć mnie coś ważnego. Zaglądam do CV reżyserki i widzę listę regularnych realizacji. O niektórych coś słyszałem, ale się nie wybrałem (Niekończąca się opowieść w Rampie, Pani Dalloway w Dramatycznym). Czy to przypadek podobny do Macieja Podstawnego – kogoś bardzo zdolnego, kompetentnego w pracy z zespołem aktorskim, ale funkcjonującego w istocie na marginesie życia teatralnego, bo niewpisującego się w aktualne linie środowiskowych sporów? Jeszcze nie wiem, na razie więc podpowiadam tylko: zwróćmy na Miklasz uwagę. Raczej nie stać nas, by przegapić taki talent.
Teatr Lalka w Warszawie, Doktor Dolittle. Opowieści zwierząt, reżyseria Magdalena Miklasz, scenariusz Dorota Kowalkowska wg Hugh Loftinga, scenografia i kostiumy Ewa Woźniak, muzyka Anna Stela, premiera 10 października 2026.
Doktor habilitowany, profesor Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Kurator, autor książek, m.in. Pośmiertne życie romantyzmu (2017), Czułość nas rozszarpie (2024). Jako redaktor pracował m.in. w „Machinie”, „City Magazine”, „Filmie”, „Newsweeku”, „Art & Business”. Od stycznia 2025 roku redaktor naczelny miesięcznika „Teatr”.
Podziel się:Facebook
Teatr dla Wszystkich
Posłuchajcie tych niezwykłych historii.
Ocena recenzenta/tki:(8/10) – bardzo dobry
W najnowszym przedstawieniu warszawskiego Teatru Lalka na scenie pojawia się spora grupa rozbrykanych zwierząt i to właśnie one prowadzą dzieci do bajkowej krainy znanej z książki Hugh Loftinga „Doktor Dolittle i jego zwierzęta”.
W reżyserowanym przez Magdalenę Miklasz spektaklu sam tytułowy Dolittle jest postacią drugoplanową, a główni bohaterowie, jego zwierzęcy przyjaciele, samodzielnie opowiadają swoje historie, ubarwiając je anegdotami i własnymi przemyśleniami.
Miklasz zdecydowała się oddać głos tym, którzy najczęściej nie mają okazji do podzielenia się swoimi problemami, stoją z boku przy ukochanym Doktorze Dolittle, uważnym przez nich za superbohatera obdarzonego nadzwyczajnymi mocami. Reżyserka oraz autorka scenariusza Dorota Kowalkowska chcą pokazać, jak trudno w takim „międzygatunkowym” zespole bardzo różnych istot porozumieć się z sobą i wspólnie działać.
Papuga Polinezja, Pies Jip, Kaczka Dab-Dab, Świnia Geb-Geb, Małpa Czi-Czi i nieśmiała Mysz pod nieobecność Doktora muszą same zapoznać dzieci z tym, co się wydarzyło w przeszłości. Snując swoje opowieści, próbują przełamać strach, ukryte lęki albo nieśmiałość. Sam proces opowiadania i retrospekcje (przy okazji mali widzowie poznają znaczenie tego trudnego słowa) są dla nich czymś w rodzaju terapii, udanej i skutecznej. Zmaganie się z dramatycznymi sytuacjami z przeszłości dotyczy przecież nas wszystkich, a strachy i lęki pojawią się u wielu dzieci. Rozmowa z bliskimi, życzliwymi osobami bardzo pomaga w walce z nimi.
Autorka scenariusza sięgając do tekstów, które dorosłym kojarzą się z beztroskimi, zwariowanymi latami dzieciństwa, dodaje własne pomysły, dzięki czemu zaskoczy niejednego znawcę powieści o Doktorze Dolittle. Chociaż w przedstawieniu nie brakuje zabaw i śmiechu, zwierzęcych psot i szczypty szaleństwa, akcja nie jest dynamiczna; opiera się na słowach, dialogu i na obrazowo ilustrowanych wspomnieniach (bohaterowie, wcześniej przygotowani do spotkania z najmłodszymi widzami, używają diaskopu, czyli starego analogowego rzutnika folii). Skoncentrowane na opowiadaniu historii zwierzęta kreują barwne tło, ale nie wykorzystują żadnych projekcji wideo. Warto to docenić w czasach, gdy wszechobecne bodźce multimedialne otaczają dzieci ze wszystkich stron, bombardując ich wrażliwe zmysły.
Spektakl grany jest w żywym planie, nie ma w nim tradycyjnych lalek. Za to pojawiają się postaci w fantazyjnych maskach, które stworzyła autorka scenografii i kostiumów Ewa Woźniak, częściowo inspirując się brytyjskimi filmami, takimi jak „Opowieści z Narnii” czy „O czym szumią wierzby”. Silikonowe maski nadają zwierzęcym bohaterom niezwykły charakter, a aktorzy w pięknych kostiumach przydają im cech ludzkich. Wśród nich wyróżnia się Pushmi Pullyu, prawnuk ostatniego jednorożca. Pu-Pu to magiczna, milcząca istota, zupełnie inna niż pozostałe postaci. Pojawia się tylko na chwilę, ale ta chwila jest bardzo ważna. Dlaczego? O tym trzeba się przekonać samemu, oglądając przedstawienie. Projektując scenografię, Woźniak unika przepychu, nadmiaru kolorów, aby widzowie mogli skupić się na opowieści.
Piosenek jest niewiele, ponieważ Miklasz koncentruje się na teatrze słowa, oszczędnie używając znanych jej środków teatralnych. Aktorzy podążają za jej myślą i w dialogu z widzem (nie dosłownym, rzecz jasna), przekazują wiele ważnych refleksji, pokazują, jak ważna jest umiejętność słuchania drugiego człowieka, próba porozumienia, nawet jeśli jest to bardzo trudne.
Sukces spektaklu to zasługa całego zespołu. Nikola Czerniecka, Bartosz Krawczyk, Anna Porusiło-Dużyńska, Wojciech Słupiński, Jan Stasiczak, Jakub Tofil i Grzegorz Feluś grają brawurowo, z konieczną energią, a kiedy trzeba – z przymrużeniem oka. Tu wyobraźnia nie zna granic, stając się inspiracją dla wielobarwnych kreacji.
Twórcom udaje się udowodnić wartość dialogu oraz to, że wypowiedź czyni nas wolnymi, odważnymi. Wśród zabawy i śmiechu, wsłuchując się w humorystyczne dialogi, dzieci poznają teatr oparty na słowie, skupiony na aktorze. To bardzo ważne dla małych i dużych teatromanów.