arrow_leftarrow_rightarrow_leftButton/Goarrow_rightfacebookinstagramtwitter

Brzydkie kaczątko. Bajka na nowe czasy - Teatr Lalka

Dla dzieci w wieku 6+

Brzydkie kaczątko. Bajka na nowe czasy

Czas trwania: 60 minut (bez przerwy)

Premiera: 30 majaa 2026

Reżyseria: Wawrzyniec Kostrzewski
Tekst: Małgorzata Sikorska-Miszczuk
Scenografia: Ewa Gdowiok (Gildia PSIST)
Muzyka: Piotr Łabonarski
Video: Franciszek Barciś
Choreografia: Jarosław Staniek
Reżyseria świateł: Mikołaj Zwierzyński
Asystent reżysera: Mirosława Płońska-Bartsch
Inspicjenci: Marta Fidura, Sergii Oberemok 

Obsada:
Roman Holc - Kruk, Pies Myśliwski, Brązowa Sowa
Aneta Jucejko-Pałęcka - Ciocia Krysia, Głos Wszechświata, Choinka, Myśliwy 
Agnieszka Mazurek - Mała Kaczka, Głos Łabędzia, Choinka, Myśliwy
Tomasz Mazurek - Wujek Adam, Głos Drzewa, Biała Sowa, Gąsior
Mirosława Płońska-Bartsch - Mama Kaczka, Choinka
Olga Ryl-Krystianowska - Brzydkie Kaczątko, Łabędź
Agnieszka Sawicka - Myszonek, Mała Kaczka
Jan Stasiczak - Rudy Kot, Trzy Koguty, Gąsior
 

Dla dzieci w wieku 6+

Bilety

Premiera: 30 majaa 2026

Inscenizacja oparta na motywach baśni Hansa Christiana Andersena

 

„Brzydkie kaczątko” – jedna z najsłynniejszych baśni świata autorstwa Hansa Christiana Andersena – powraca na scenę Teatru Lalka w pięknej, zaskakującej odsłonie.  


W sercu miasta rośnie niezwykłe Czarodziejskie Drzewo – za dnia całkiem zwyczajne, a nocą tak wielkie, że obejmuje gałęziami miasto, rzeki, drogi, a nawet cały Wszechświat. To właśnie ono szumi i opowiada historię brzydkiego kaczątka – dziwnego, niepasującego do innych kaczek w stadzie, z szarymi piórkami i dziwnym głosem, który brzmi jak pęknięta struna. Żeby być kaczką, trzeba umieć wydobyć z siebie porządne ,,kwa"!

"Brzydkie kaczątko. Bajka na nowe czasy" w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego i autorstwa Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk – duetu znanego z wysmakowanych artystycznie inscenizacji – to opowieść o dorastaniu, wstydzie, wielkiej odwadze, oraz o sprzeciwie wobec bycia zdefiniowanym przez cudze spojrzenie. Refleksja nad tym, co nazywamy „brzydotą” staje się tu gestem solidarności z każdym, kto choć raz usłyszał: „z tobą jest coś nie tak”.

 

Teatr Lalka realizuje projekty m.st. Warszawy: „Klasa w Warszawie. Warszawa z klasą” oraz „Kulturalny przedszkolak”.

Z recenzji prasowych:

Szlachetny dialog wyobraźni

naszteatr.pl

Magiczne Drzewo stoi niepozornie na warszawskiej ulicy otoczone lekko odrapanym z farby płotkiem i udekorowane tabliczką skierowaną do psiaków. Pewnie każdy z nas przeszedłby obok niego bez większego zainteresowania. Lecz nocą rośnie ono niebotycznie wypuszczając gałęzie hen, hen daleko, aż na krańce wszechświata, by posłuchać opowieści. Tym razem Magiczne Drzewo wyrosło świetlną wizualizacją na scenie Teatru Lalka i zaprasza do wysłuchania baśni o „Brzydkim Kaczątku”. Baśni na nowe czasy, jak brzmi podtytuł sztuki napisanej przez Małgorzatę Sikorską-Miszczuk, której scenicznej realizacji podjął się Wawrzyniec Kostrzewski.

Historię Brzydkiego Kaczątka niby wszyscy znamy, ale okazuje się, że jakby nie do końca. Temperamentne Kaczątko wykluwa się bowiem całkiem zadowolone z siebie i dokazuje ile wlezie w rodzinnej Eko-Kwaczni. Mieszka w podstołecznym przedsiębiorstwie ekologicznym drobiu cioci Krysi, która po bliżej nieznanych perypetiach życiowych uciekła w samotnię hodowlanego azylu. Zapału jej nie braknie, ale zupełnie nie ogarnia swej trzódki, pozwalając na przejęcie kontroli nad interesem silnej i zdecydowanej Mamie Kaczce. Tutaj właśnie rozpierane energią psoci i huncwoci Brzydkie Kaczątko. Do czasu aż się doigra. A wówczas złośliwe rodzeństwo pospołu ze zmęczoną ogarnianiem codzienności mamą wyleją na nie wiadro pomyj i po niezaliczonym teście kwakania oraz cokolwiek stronniczym głosowaniu wyrzucą szaropióre biedactwo w nadwiślańskie chaszcze. Nie pomoże obrażanie się, złość i tęga w nietęgiej sytuacji mina. Od tej chwili spektakl niesiony będzie lotami, wzlotami i upadkami naszego bohatera, a andersenowski klimat niesamowitości zbliży się czasem niebezpiecznie do grozy braci Grimm.

,,Brzydkie Kaczątko” przepisane na nowe czasy, obok grozy podszyte jest silnie metafizyką, a linia życia Kaczątka łącząca niebo i ziemię wplątuje nas samych i nasze doświadczenia w opowiadaną historię. Baśń Andersena silnie rezonuje bowiem scenicznymi emocjami, a te do najłatwiejszych nie należą. Wygnane z domu przez własną matkę, z dziobem, który nie umie kwakać, z szyją, która wydobywa paskudne tony, z szarymi jak popiół piórami – Kaczątko przegląda się w spojrzeniach innych i trudno mu się dziwić, że tego odbicia nie akceptuje. Gorzej, że w nie wierzy. Powtarza w kółko usłyszane zarzuty popadając w coraz większy smutek, żałośnie stara się nie rozkwa… to jest rozpłakać, a mroczne myśli ogarniają jego opierzoną duszę. I jak to w podszytych strachem baśniach bywa, nie raz otrze się o śmierć wystawiając na próbę łez dziecięcą wrażliwość widowni.

Duża w tym zasługa wcielającej się w Kaczątko Olgi Ryl-Krystianowskiej, która niezwykle sugestywnie przekazuje znane dzieciom emocjonalne zachowania – szczerą radość, szaleństwo zabawy, bunt i gniew wobec niesprawiedliwości czy bezradność w obliczu braku zawsze dotąd obecnej mamy. Jej uroczo skrzekliwy bohater jest z jednej strony przerażająco zagubiony i samotny, a z drugiej budzi uśmiech psotliwą naturą oraz nadzieję na szczęśliwe zakończenie upartymi próbami wzbijania się do lotu w nieznane. Gdy wreszcie zrzuci z siebie wydziergane przez innych fałszywe odbicie i zaakceptuje siedzącą w szyi „ogromną igłę”, wyda donośny, własny głos. Największą nagrodą dla aktorki na premierze był chyba wtórujący jej bliźniaczy skrzek współodczuwającego młodziutkiego łabędzia płynący z widowni. 

Na scenie bryluje także rozpychając się szerokimi biodrami dmuchanych pontonów Mirosława Płońska-Bartsch, której Mama Kaczka, nawiązująca kostiumem do kąpielowych zabawek, konsekwentnie pilnuje codziennych obowiązków swej trzódki. A przecież nie tylko musi ją nakarmić granolą malinową z mlekiem owsianym i to z repetą. Jeszcze zawieźć, przywieźć, wziąć na spacer, pouczyć pływania, kwakania i w międzyczasie znosić jajka. Tak, zalatana to mama. Nawet samotna matka, bo kaczora ni widu ni słychu, jak zwykle gdzieś poleciał. Dlatego można od biedy tłumaczyć wygnanie przez nią niechcianego dzieciątka zwyczajnym zmęczeniem. Kogóż z nas trudy codziennego życia nie wyprowadzają czasem z równowagi? Grunt, że umie przeprosić i pokochać niesforne Kaczątko jak własne dziecko.

Obok niej w żywym planie oglądamy jeszcze Anetę Jucejko-Pałęcką, której ciocia Krysia patrzy sercem i niezłomnie walczy o wyrozumiałość dla czupurnych zachowań Kaczątka oraz Tomasza Mazura w roli wujka Adama ratującego szaropióre nieszczęście z opresji. Pozostali aktorzy pojawiają się w swych postaciach sporadycznie, częściej animując lalki, choć nawet krótkotrwałe wystąpienie Trzech Kogutów w wykonaniu Jana Stasiczaka wywołało gromki aplauz publiczności. Wśród lalek największą sympatię budzi Myszonek animowany przez Agnieszkę Sawicką, ze swadą wróżący z podeszwy stopy i radośnie pilnujący własnych śmieci. Roman Holc, jak na lalkarskiego profesora przystało, prowadzi trudną w obsłudze lalkę Kruka i przecudownego Psa, trzepocząc skrzydłami i wachlując ogromnymi uszami otwierającymi wrota wyobraźni. Aktorski zespół uzupełnia wcielająca się w jedną z choinek i myśliwego oraz animująca małe kaczki Agnieszka Mazurek.

Najsilniejszym atutem „Brzydkiego Kaczątka” pozostaje wyśmienita strona wizualna. Ewa Gdowiok wykreowała wraz z Wawrzyńcem Kostrzewskim magiczny, różnorodny świat teatru lalek, który zachowuje delikatną równowagę formy mimo ciągłego mieszania konwencji i gatunków. Prostym kostiumom towarzyszą ekstrawaganckie w pomyśle i krzyczące kolorami stroje. Futrzaste lalki, przywodzące na myśl najlepsze projekty Jima Hensona, skłaniają do uśmiechu swą żywiołowością i maskotkową urodą, ale to niepełne lalki ledwie zarysowujące kształty psa czy gąsiorów prawdziwie działają na wyobraźnię budując umowność przedstawionego świata. Podobnie eklektyczna jest scenografia raz zapełniająca się wymyślną techniką żywieniową Eko-Kwaczni czy falującym morzem szuwarów i tataraku, innym razem ledwo wyobrażonymi drzewami leśnych ostępów, by za chwilę opustoszeć i zagrać jedynie prószącym śniegiem czy rozlaną plamą światła zamarzniętego jeziora. Lot można oddać intensywną bieganiną wspomaganą pędzącymi z wiatrem multimediami, ale też względnie statycznym ruchem przy delikatnej pomocy zwieszającej się z sufitu łabędziej nogi. Obrazy dosłowne przeplatają się z niedopowiedzeniami, balansują między realnym a nierealnym, ciągle dialogując z wyobraźnią widza i zachęcając do odkrywania niesamowitego świata baśni Andersena. Choreograficzną pracę Jarosława Stańka, projekcje Franciszka Barcisia i światła Mikołaja Zwierzyńskiego uzupełnia klimatyczna i podkreślająca nastrój scen muzyka Piotra Łabonarskiego, która nie omieszka sięgać czasem po czarny humor. Za ogrom pracy pogratulować też należy zespołowi technicznemu Lalki, który zdołał tę autorską wizję z takim rozmachem i pomysłem przenieść na scenę. Jeśli cokolwiek wybija się in minus z całokształtu przedstawienia to jedynie absurdalny tekst piosenki, który brzmi trochę jak przeniesiony z zupełnie innej opowieści, wibrując w dziecięcych uszach tajemniczą „maczą” i stanowiący bardziej tło dla scenicznych wygłupów, niż wartość samą w sobie.

Zespół Lalki określił inscenizację „Brzydkiego Kaczątka” mianem „szlachetnej”. Bo faktycznie jest to spektakl zrealizowany wedle starej dobrej szkoły teatru lalkowego, z umiejętnym wykorzystaniem formy i scenicznej techniki, z wielością aktorskich planów, różnorodnością lalek, klasycznym morałem, a przede wszystkim wielowarstwowo otwierający się na dziecięcą wyobraźnię. Wawrzyniec Kostrzewski szkicuje zarys świata pozwalając młodym widzom uzupełnić go swoją wrażliwością i dopełnić własnymi wyobrażeniami. Bajka na nowe czasy zaprasza do świata dziecka, które uczy się odkrywać swoje emocje i przechodzi trudną lekcję samoakceptacji. Mówi o potrzebie empatii i konfrontuje z negującymi ją postawami. Pozwala na smutek, niepokój, ale i oczyszczające wzruszenie. Polecam polecieć nań ze swoimi milusińskimi. Nawet jeśli w charakterze transportu nie znajdziecie odpowiednio dużego drobiu.

Każdy, choć raz był brzydkim kaczątkiem

teatrdlawszystkich.pl

W repertuarze warszawskiego Teatru Lalka pojawił się kolejny spektakl z nutą nostalgii, żalu oraz głębszej refleksji, ale i fantazyjnego humoru z ukłonem w stronę klasyki. Znana baśń Hansa Christiana Andersena „Brzydkie kaczątko”, w scenicznej adaptacji Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk i reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego, pozostaje przejmującą, bardzo osobistą opowieścią o odmienności, stereotypach i braku akceptacji, a oryginał służy jedynie jako inspiracja. 

Autor popularnych na całym świecie baśni wiedział z doświadczenia, czym jest odrzucenie i stygmatyzacja, dlatego na pytanie, czy planuje napisać autobiografię, pisarz odpowiedział: już to zrobiłem i zatytułowałem swoje dzieło „Brzydkie kaczątko”. W nowej wersji pełna zadumy myśl duńskiego pisarza z Odense pozostaje ta sama, chociaż treść współczesna dramatopisarka, autorka słuchowisk i sztuk dla dzieci, a także scenarzystka i librecistka dopasowała do naszej rzeczywistości, przekazując czar i nadzieję owianą smutkiem, tak charakterystycznym dla Andersena.

W samym centrum wielkiego miasta rośnie Czarodziejskie Drzewo, pełne życia i piękna, w dodatku zdolne opowiadać najniezwyklejsze historie, ale tylko nocą. To ono jest narratorem baśni, którą autorka, Małgorzata Sikorska-Miszczuk, wzbogaciła o tajemniczą nadzmysłowość. Ten element wykorzystał reżyser Wawrzyniec Kostrzewski, przygotowując pomysłową, barwną, dynamiczną inscenizację, silnie osadzoną w klasycznym teatrze lalek. W bajce małe, psotne Brzydkie Kaczątko mieszka wraz z mamą i rodzeństwem w podmiejskiej Eko-Kwaczni, prowadzonej przez ciocię Krysię. Właścicielka ma złote serce, jednak jej podopieczni niekoniecznie. W końcu Kacza Mama przejmuje kontrolę nad hodowlą i bez skrupułów wyrzuca odmieńca, szaropióre ptasię, ponieważ nie pasuje do jej uroczych, grzecznych, żółciutkich kacząt. Poza tym „brzydactwo” nie potrafi mówić „kwa”, a to niedopuszczalne. Kiedy już decyzja zapadnie, biedne kaczątko usilnie próbuje być kimś innym, aby przypodobać się wszystkim, zwłaszcza mamusi. Niestety potrafi tylko skrzeczeć „igua!”. I nikt się nie wstawia za maluchem, dlatego tytułowy bohater zmuszony jest ruszyć na poniewierkę.

Małgorzata Sikorska-Miszczuk wraz z Wawrzyńcem Kostrzewskim „ubierają” andersenowską baśń, która po raz pierwszy została wydana w 1843 roku, we współczesne elementy. Przesycona refleksją na temat dorastania do życia w dorosłym świecie, rozwoju własnej tożsamości i samoświadomości łączy powagę i elementy klasyczne z niesłychanym komizmem sytuacyjnym oraz soczystym humorem. Andersen miał skomplikowany charakter, jako chłopiec walczył z licznymi kompleksami i całe życie był nadmiernie wrażliwy. Cechowała go jednak ciekawość świata i ludzi oraz wytrwałe dążenie do realizacji marzeń. Takie samo jest Brzydkie Kaczątko, bohater bajki.

Wcielająca się w Brzydkie Kaczątko Olga Ryl-Krystianowska gra niezwykle swobodnie i z werwą, budując postać o zdecydowanym charakterze, która rozczula i wzrusza publiczność, rozpaczliwie pragnąc akceptacji oraz porozumienia z domownikami. Jej bohater, jak każde dziecko, jest trochę niemożliwy, psotny, naiwny i pełen marzeń, choć czasem los go gnębi, wtrąca w nastrój bezradności czy rezygnacji. Pozostałe postacie są równie wyraźnie zarysowane, bardzo plastyczne i zabawne. Uwagę przyciąga Mirosława Płońska-Bartsch w roli zapracowanej, przemęczonej Mamy Kaczki w pomysłowym, zabawnym kostiumie – dmuchawcu. Bohaterka nieudolnie lawiruje, niczym ponton na wodzie, pomiędzy obowiązkami i uczuciami macierzyńskimi. Moje serce podbiła Aneta Jucejko-Pałęcka jako kochana ciocia Krysia, wytrwale walcząca o miejsce i szacunek dla każdego. Wytrawna dykcja, umiejętność operowania gestem i słowem czyni jej postać szczególnie urokliwą. Podobne wyczulenie na niuans pokazuje Tomasz Mazurek w roli wujka Adama. Samo przedstawienie grane jest jednocześnie w żywym i lalkowym planie. Lalki ożywają w rękach animujących je aktorów, którzy podkreślają ich indywidualne, oddane w wyglądzie cechy. Agnieszka Mazurek wprawnie animuje małe kaczki, którym Agnieszka Sawicka przeciwstawia sympatycznego nicponia, Myszonka. Roman Holc wspaniale radzi sobie z nieoczywistym Krukiem i czarodziejskim Psem, natomiast Jan Stasiczak i jego Koguty wywołują szczery śmiech publiczności, a Rudy Kot nikogo nie pozostawia obojętnym.

Spektakl w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego przemawia do publiczności pięknym, plastycznym językiem teatru artystycznego, na miarę naszych czasów. Pomysł na lalki i wyjątkowość wysmakowanej scenografii to zasługa Ewy Gdowiok. Dzieci wsłuchują się w zabawne dialogi, podziwiają plastyczne obrazy, ruchliwe, przestrzenne projekcje w tle (autorstwa Franciszka Barcisia) i dostrzegają wiele specyficznych elementów lalkowego przedstawienia. W pełnej ciepłego humoru, wyrozumiałości dla ludzkich wad i przywar opowieści dużą rolę odgrywa muzyka Piotra Łabonarskiego oraz dynamiczna, pozostająca w klimacie dziecięcego spektaklu choreografia Jarosława Stańka.

Ilustrowane piosenką i melodią, przepełnione humorem, elementami grozy (jak na typową baśń przystało), z wyraźnie zarysowanymi postaciami przedstawienie z pewnością spodoba się młodym widzom, a dorosłym przyniesie sporo wzruszeń. Dużo tu groteski, odrobiny absurdu, które bliskie są naszej wrażliwości i przemawiają również do dzieci, proponując sporo dobrej zabawy z nienachlaną, poważniejszą myślą.

Bilety